Brisbane pozostanie w mojej głowie jako jedno z najlepszych miast w Australii, choć pojechałam tam na początku australijskiej zimy, więc pogoda jak na ten region była perfekcyjna - nie za zimno ani nie za ciepło. Mogę sobie jednak wyobrazić, że lato jest bardziej tropikalne! Udało mi się przytulić koalę (czego nie wolno robić w Vicotrii czy Nowej Południowej Walii), zobaczyć mnóstwo nowoczesnej architektury i rozkoszować się zielonymi terenami w sercu miasta. Największy bemol Brisbane to jednak nieprzystosowanie do osób poruszających się pieszo. Na każdym przejściu dla pieszych musiałam czekać 5 minut na zielone światło, a przechodzenie "po francusku" (czyli nieprzepisowo) nie wchodziło w grę, samochody jeżdżą tam jak szalone. Wiem, że to pierdoła, ale gdy trzeba pokonać trzy przejścia, by przejść na drugą stronę ulicy (nie wiem, kto to wymyślił), to można poczuć lekką irytację.
Poza słabym rozplanowaniem przestrzeni, miasto jest warte zobaczenia i żałuję, że nie mogłam spędzić tam więcej czasu! Aha, wielki plus dla miast w Queensland za darmowe baseny w centrum miasta ;)
I will remember Brisbane as one of the best cities in Australia although I went there during Aussie winter so the weather was perfect - not too hot or too cold. I can imagine that summer over there is much more tropical! I was able to cuddle a koala (you are not allowed to do so in Victoria or New South Wales), to see a very modern architecture and to enjoy a lot of green areas. The biggest problem I had with this city was that it is not at all pedestrian-friendly once you are among the cars. On every crossing I had to wait at least 5 minutes for the green light and it was impossible to cross like French people do (so breaking the rules) cause the cars were driving very fast, even in the city! I know it seems like a detail but if you have to cross three crossings just to get to another side of the road (why making it easy if you can make it complicated, right?), you can be frustrated.
But besides this bad urban planning, the city is worth seeing and I would have loved to spend more days there! And a big plus for Queensland cities for swimming pools in the city center free of charge! ;)
Showing posts with label Queensland. Show all posts
Showing posts with label Queensland. Show all posts
Sunday, 29 November 2015
Sunday, 22 November 2015
Cairns
Gdy w połowie czerwca przyjechałam do Cairns, pogoda bardzo mnie zaskoczyła. Wiedziałam, że ta część Australii słynie z bycia najgorętszą, ale mimo wszystko! Różnica między zimnawym Melbourne była niewiarygodna, po wyjściu z samolotu czułam się jak podczas idealnego letniego dnia w Europie. Jeśli macie ochotę zwiedzić Queensland, to z całego serca polegam zrobić to między majem a wrześniem, gdy temperatura i wilgotność powietrza są znośne, węże i pająki śpią zimowym snem, a meduzy nie zaatakują cię podczas snorkelingu na rafie koralowej.
Jak możecie zobaczyć na załączonych zdjęciach, w Cairns nie ma nic szczególnego do zobaczenia, ale to dobra baza do wypadów w tej części Australii. Żałuję, że nie mogłam spędzić tu więcej czasu i odkryć więcej Queensland!
When I arrived to Cairns in the middle of June, the weather surprised me a lot. I knew that this part of Australia was known for being the hottest one but still! The contrast between the coldish Melbourne was unbelievable, I felt like during a perfect summer day in Europe. If you want to visit Queensland, I really recommend to do it between May and September, the temperature and the humidity are at bearable level, snakes and spiders sleep and if you want to do snorkeling, small jelly fishes will not attack you!
As you can see on the pictures, there is nothing very special in Cairns to visit but it's a good starting point for many trips around this part of Australia. I would definetely love to spend more time there and visit more of Queensland!
![]() |
| Tak, to początek zimy!/ Yes, this is the beginning of winter! |
Sunday, 19 July 2015
Przytul koalę i wszystko będzie dobrze! - Lone Pine Koala Sanctuary
Sama nie wiem, kiedy minął ten weekend, ale na szczęście w Belgii z okazji święta narodowego nie muszę iść do pracy ani jutro ani pojutrze, więc korzystam z tego mini-urlopu i w końcu dokarmiam bloga.
Po lekturze tego wpisu byłabym wdzięczna, gdybyście zapamiętali jedną rzecz- koala to nie miś! Od dziecka na widok tego szarego, puchatego stworzenia wbijano nam do głowy "miś koala", ale jeśli tylko uda Wam się pojechać do Australii, to mówienie "koala bear" spowoduje grymas na twarzy większości Australijczyków. Dlatego prowadzę moją mini-akcję edukacyjną i gdy ktoś pyta się, czy miałam okazję widzieć misie koala, odpowiadam, że widziałam koale, ale na pewno nie misie, gdyż takowe nie istnieją! (po angielsku udaje mi się mówić "koala", ale po polsku język często doda nieszczęsnego "misia" zanim mózg go zbeszta - ale poprawiam się!). Termin "miś koala" został wymyślony przez Anglików w latach 50., ale koale należą do tej samej rodziny zwierząt co kangury, wallabies czy wombaty - torbaczy. Samica koala wydaje na świat 6mm berbecie, które potem wspinają się do kieszonki mamy i tam, spijając mleko, dorastają.
Koale to zwierzęta leniwe i samolubne, śpią 20 godzin w ciągu dnia, przez kolejne 4 jedzą eukaliptus, na pewno nie były moim faworytem. Ale gdy przyjechałam do Brisbane i w hostelu zobaczyłam, że w Lone Pine Koala Sanctuary niedaleko miasta można zrobić sobie zdjęcie z koalą, rozsądek walczył z sercem tylko przez godzinę (rozsądek regulujący budżet, spodziewałam się, że taka przyjemność nie będzie tania!). Prawo w stanie Victoria (czyli tam, gdzie spędziłam większość czasu) było o wiele bardziej restrykcyjne niż w Queensland i zakazywało dotykania koali - a ja naprawdę byłam ciekawa ile waży to zwierzę i jakie jest w dotyku.
Bilet studencki kosztował 24$, by móc zrobić sobie zdjęcie należało wykupić zdjęcie robione przez fotografa parku (18$), które było tak marnej jakości, że cieszę się, iż zabrałam mój własny. Pewnie zastanawiacie się, ile waży koala? Nie jest lekki, powiedziałabym, że ten, którego było mi dane trzymać mógł ważyć ok. 6 kg. Futerko miał dosyć szorstkie, nie tak miękkie jak kangur. Zdjęcia z koalą to dochodowy biznes, bo było mi go dane trzymać jakąś minutę, ale naprawdę było warto! Przez kilka kolejnych dni byłam szczęśliwa jak dziecko, a nawet teraz, patrząc na zdjęcia, uśmiecham się szeroko.
Co bardzo podobało mi się w Lone Pine Koala Sanctuary to możliwość zobaczenia koali w ruchu. Wcześniej w innych miejscach było mi dane zobaczyć jedynie stworzenia śpiące gdzieś wysoko na drzewie, pamiętam, że najmniejsze poruszenie się ze strony koali było wielkim wydarzeniem! Tutaj zwierzęta były naprawdę żywotne, większość chodziła po drzewach i wcinała eukaliptusa.
Ale Lone Pine to nie tylko koale, lecz całe mnóstwo innych australijskich zwierząt. Tradycyjnie drugim najfajniejszym punktem, po fotce z koalą, były selfie z kangurami. Do tego pokaz psów pasterskich, ptaków łownych, karmienie dziobaka czy pokaz węży... Bilet na pewno był wart swojej ceny. Czy warto płacić dodatkowo za zdjęcie z koalą? Za taką ilość radości, jaką daje mi to zdjęcie, sądzę, że tak!!!
A tutaj jeszcze zdjęcia z mojego telefonu: "holding a koala - behind the scenes"- pierwszy koala nie chciał do mnie przyjść, więc pani poszła po innego. Moja rozczarowana mina mówi wszystko!
Z cyklu "selfie z australijską florą"
Subscribe to:
Posts (Atom)






















