Friday, 17 August 2018

Islandia - w krainie wiatru



Witam po dłuuugiej przerwie z mojej strony- pewnie byłaby jeszcze dłuższa, ale ponieważ z najlepszych zdjęć z Islandii stworzyłam mojej mamie fotoalbum na pamiątkę naszej wspólnej wyprawy w maju, to grzechem byłoby nie wykorzystać tych zdjęć i ich tutaj nie zamieścić. Nie dajcie się zwieść pozorom - było tam wietrznie i o wiele zimniej niż wskazują na to niektóre zdjęcia (choć śnieg w maju robi już i tak spore wrażenie, prawda?). Wyprawa była siedmiodniowa - poniżej przedstawiam zdjęcia z pierwszych kilku dni, gdy objeżdżałyśmy Północ!

Reyjkjavik - najgorszy dzień z całej wycieczki - godzinę potem wiał wiatr 70km/h i padał lepki śnieg - myślałam, że zamarznę nim dojdę 100m dalej do auta...

W drodze na Północ!

Tutaj jeszcze nie wiemy, że gdzieś tam utkwimy w śniegu... (spoiler alert: wydostaniemy bez czekania na pomoc drogową!)





Torfowe domki

Zakochałam się w tych islandzkich konikach! (bo są małe i podziwiam ich wytrzymałość na islandzkie warunki!)



Jezioro Komarów






Wejście do piekieł o zapachu jajek
Uległam magii koników (choć wcześniej nigdy mnie do tych zwierząt nie ciągnęło) i zafundowałam sobie przejażdżkę w hobbickim stylu wzdłuż fjordu


Selfie time!
Widok z naszego pensjonatu koło Akureyri

Takie widoki przez kilka godzin jazdy wzdłuż głównej drogi...




Jak na Księżycu...



Sunday, 3 December 2017

3 fajne miejsca, które odwiedziłam w tym roku - 3 cool places that I visited this year


 Może nie mam wielkiej motywacji, by codziennie publikować jeden wpis jak dwa lata temu, ale postaram się chociaż w każdą niedzielę adwentu coś skrobnąć - czy uda mi się nadążyć z tym roczym opóźnieniem z publikacją zdjęć? Pewnie nie, ale sumienie będzie lżejsze, jeśli niektóre ze zdjęć tu się znajdą :)
 Rok 2017 był bogaty w podróże, nie pomyślałabym rok temu, że aż tak bardzo! Moja dusza nomada zgodziła się na stały adres zamieszkania, udobruchana tymi wszystkimi podróżami!

Wiedeń/Austria - Wien/Austria



Tak bardzo chciałam pojechać do Wiednia, że aż spontanicznie kupiłam bilety na samolot, by spędzić tam urodzinowy weekend i szukałam ofiary, która by ze mną pojechała - okazała się nią moja mama, która przyjechała z Polski pociągiem.
 Wiedeń zaskoczył mnie swoją... płaskością. W mojej głowie miasto znajdowało się między górami, w uroczej dolinie (chyba napatrzyłam się na zdjęcia Innsbrucka). Nie narzekam jednak, mimo że odbiegał od moich wyobrażeń, Wiedeń okazał się przepiękny. Mogłabym mieszkać w mieście, które ma tylko Konditorei! I tylko jak tu wybrać, które ciasto zjeść...





Genewa i Lozanna, Szwajcaria/ Geneva and Lausanne, Switzerland




Szwajcaria nie jest znana z niskich cen, ale stwierdziliśmy, że  na długi czerwcowy weekend będzie tam nas stać. Padło na część francuskojęzyczną, dookoła Jeziora Genewskiego. Po weekendzie spędzonym w Szwajcarii zaczęłam przeglądać oferty pracy na miejscu ;) Do gustu przypadła nam szczególnie Lozanna, chociaż trzeba mieć tam żelazną kondycję- ulice falują w górę i w dół, a gdy jedzie się metrem, człowiek czuje się jak na kolejce w lunaparku (wprawdzie takiej spokojnej, ale jednak).
Spędziliśmy jeden dzień w Genewie, intensywnie chodząc, a późnym popołudniem wsiedliśmy do niebotycznie drogiego pociągu, jeśli chodzi o pokonany dystans i kolejne dwa dni spędziliśmy w Lozannie. Po dwóch dniach staraliśmy się nie przeliczać już więcej na euro ("gałka loda za 7euro?!"), ale było ciężko. Na powrót do Genewy zaproponowałam wycieczkę statkiem do Nyonu, a potem pociąg - cenowo wyszło prawie identycznie jak bezpośredni kurs między Lozanną a Genewą, a do tego zaliczyliśmy rejs wzdłuż jeziora!












Słowenia/ Slovenia


W okolicach Wielkanocy, gdy powoli zaczynaliśmy planować sierpniowy urlop, trafiłam na artykuł o byłych państwach Jugosławii, które warte są zobaczenia. Słowenia chwyciła mnie za serce (między innymi dlatego, że można tam robić takie zdjęcia, jak te powyżej). Nie mogliśmy się zdecydować, czy wolimy góry czy morze, więc Słowenia była krajem idealnym - mają obie rzeczy (choć nie tak wyobrażałam sobie ich.. ekhm, śródziemnomorskie plaże).
Cztery dni spędziliśmy w Bledzie, w najbardziej turystycznej miejscowści, w szczycie sezonu, ale co powiedzieć - i tak było fajnie! Udało nam się nawet popływać w jeziorze i prawdę mówiąc, żałuję, że nie spędziliśmy tam całego tygodnia. Było chodzenie dookoła jeziora Bled i Bohin, a także najbardziej katorżnicza wyprawa górska, jaką pamiętam na górę Stol, gdzie ja sapałam i dyszałam, a słoweńskie pięcolatki wymijały mnie w podskokach.
Kolejne trzy dni spędziliśmy na wybrzeżu, a należy wiedzieć, że wybrzeże Słowenia ma wybitnie krótkie. Gdy planowałam wycieczkę, szukałam najlepszych plaż i nie wiem dlaczego nie doczytałam, że w Portoroz, gdzie zarezerwowałam noclegi, jest ona betonowa! Piasek był usypany tylko w okolicach barów... Sama miejscowość była złożona jedynie z hoteli i restauracji, więc nie polecam się tam zatrzymywać. Kąpać się chodziliśmy do Piranu, przepięknej miejscowości we włoskim stylu - plaża była kamienista, ale woleliśmy to, niż beton i walkę o każdy skrawek wody.
Słowenia to takie słowiańskie Włochy - czuć mieszaninę kultur.
Bardzo brakuje mi kremnej reziny czyli kremowego ciastka z Bledu. Ich kluski też były niczego sobie! Mam zamiar wrócić do Słowenii, ale może następnym razem w trochę mniej turystycznym sezonie.