Monday, 17 April 2017

Don't call it San Fran or Frisco - SF part 1


Dzięki nieplanowaniu co do godziny świąt, po dwóch dniach nic nie robienia, w końcu złapała mnie ochota na przejrzenie zdjęć z mojej jesiennej wycieczki do Kalifornii. Patrzę, segreguję, obrabiam i myślę "Cholera, brakuje mi tej wolności podróżowania"
 San Francisco było głównym celem mojej miesięcznej podróży (dla przypomnienia - odwiedziłam Nowy Jork, Vancouver, San Francisco i Los Angeles). Równie sławne jak Nowy Jork, ale jednak bardziej niedostępne - wycieczka tam na pięć dni byłaby finansowym i fizjologicznym szaleństwem. Marzyło mi się zobaczenie mostu Golden Gate i poczucie klimatu miasta. Pod tym względem nie byłam zbyt wymagająca ;) Jeszcze w Anglii zakupiłam przewodnik z pieszymi trasami po San Francisco i w oko wpadła mi jedna z porad jak zdobyć przychylność lokalsów "Nie nazywaj miasta San Fran lub Frisco". Nie mówię, jak bardzo akurat te wdzięczne zdrobnienia utkwiły mi w głowie.
  Jak i wcześniej w Nowym Jorku czy Kanadzie, chodziłam niesamowicie dużo. Żałuję, że nie miałam jeszcze wtedy fitbita, ale na pewno biłam życiowe rekordy w chodzeniu (zwłaszcza w górę i w dół).
 Poznałam San Francisco w słońcu i w deszczu, z rana i wieczorem (nie odważyłabym się na nocną wyprawę po mieście). Jak zobaczycie w zdjęciach kolejnym razem, w Kalifornii nie zawsze świeci słońce ;)
Jadłam wege jedzenie i piłam zaskakująco tanią kawę w centrum miasta i nuciłam "If you are going to San Francisco..". Przejechałam Golden Gate i byłam w Alcatraz (przedstawione dwa wpisy temu). Wasza kolej poznać San Francisco w moim obiektywie ;)

Thanks to a total lack of schedule for Easter, after two days of doing nothing I felt an urge to check my pictures from the autumn trip to California. So I am checking, filing and formating them and thinking "Damn, I miss this freedom of travels".
San Francisco was the main goal of my one month trip (to recall - I visited New York, Vancvouer and Los Angeles). Equally popular as New York, the city is less accessible. A trip there for five days would a financial and physiological madness. I was dreaming about seeing Golden Gate and feeling the city atmosphere. I was not very exigeant, I know ;) I bought a SF guide with walking trips and got caught by one of the tips on how to become friends with locals "Don't call it San Fran or Frisco". Damn, after that they were so tempting ;)
 As before in NY and Canada, I was walking a lot. I am still regretting to not have had fitbit at that time but I am sure I was beating my personal bests in walking (especially up and down).
I saw sunny and rainy San Francisco, in the morning and in the evening (I wouldn't have the courage to explore it by night). As you will see on the pictures next time, there is not always sun in California ;)
 I ate vegetarian food, drank surprisingly cheap coffee in the city center and hummed "If you are going to San Francisco". I cycled Golden Gate and visited Alcatraz (presented two posts ago). It's your turn to see San Francisco on my pictures.
























No comments:

Post a Comment